Boże… co ja właściwie robię???
Albo jestem kompletną idiotką, albo bardzo niedopieszczoną suką.
Jadę sto kilometrów na spotkanie z facetem, którego znam tylko z internetu i sms-ów.
Znam? To mocno powiedziane. Właściwie nic o nim nie wiem… nawet nie słyszałam brzmienia jego głosu.
Szukam umówionego hotelu. Cholera, nie mogę go znaleźć!
Kręcę się po obcym mieście, a instrukcja była jasna:
„O 20:00 masz być w hotelu.”
A jeśli się spóźnię? Będzie zły… albo po prostu odjedzie i zostanie tylko suchy sms:
„Nie słuchasz mnie!!”
W końcu jest. Znalazłam.
Parkuję, wysiadam powoli. Znowu wątpliwości…
A jeśli mnie skrzywdzi? Boję się.
Ale mój mały „diabełek” w głowie krzyczy prosto do ucha:
„Przecież teraz nie stchórzysz!”
Stoję jak sparaliżowana. Nie mogę ruszyć nogą.
Telefon wibruje.
„Wejdź. Poproś o kartę. Pokój nr 142.”
Głęboki, niski głos. Zadrżałam.
Jednocześnie ruszyłam w stronę wejścia. Nawet nie pozwolił mi nic powiedzieć… więc wie, że już jestem.
W hotelu trwa jakaś firmowa impreza. Może mnie teraz obserwuje? Może to któryś z facetów siedzących przy barze?
Biorę kartę i idę na piętro.
Po schodach – celowo dłużej. Muszę zebrać myśli, przestać tak drżeć. Ściskam kartę w spoconej dłoni.
Kurwa… w życiu nie czułam takiej adrenaliny!
A może jednak czeka już w pokoju?
Jestem. Pokój 142.
Otwieram drzwi. Cisza…
Pali się światło, w powietrzu unosi się dziwny, ciężki zapach – opium, kadzidełka. Na stoliku stoi drink.
Piję. Rozglądam się nerwowo.
Telefon!! Aż podskoczyłam.
„Nie rozbieraj się. W szufladce jest opaska. Zawiąż sobie oczy.”
To jakiś żart?!
Podchodzę z walącym sercem do szufladki, wysuwam…
To nie jest żart. Leży tam. Czarna, jedwabna opaska.
Obracam ją w dłoniach.
Boże… przecież ja nie jestem uległa!
Zawsze byłam władczą lwica, a tu…
Gaszę światło, zostawiam tylko małą lampkę – półmrok.
Jeszcze jeden drink – koniecznie. Siadam na brzegu łóżka.
Opaska parzy mi dłoń i wyobraźnię…
Nie potrafię opanować drżenia. Czuję ciekawość, podniecenie, wilgotną cipkę… i strach.
Słyszę, jak otwiera drzwi, wchodzi, zamyka. Cisza.
Potem kroki – coraz bliżej łóżka.
Siedzę nieruchomo. Opaska mocno zaciśnięta na oczach.
W gardle sucho, oddech przyspieszony… mój i Jego. Czuję, że stoi obok i patrzy na mnie. Milczy.
Znany mi zapach rozchodzi się po pokoju… mmm, Uomo Laury Biagiotti.
Drgnęłam. Delikatne muśnięcie dłoni po policzku, szyi, zagłębieniu między piersiami.
„Odwróć się!” – władczy ton, ale dziwnie ciepły.
Odwracam się posłusznie. W myślach jeszcze się uśmiecham: „Facet nie jest taki groźny, haha”.
Musiał dostrzec mój uśmieszek, bo nagle poczułam ostry, piekący ból…
Potężny strzał silnej męskiej dłoni na mojej dupie!
Krzyknęłam:
– Cholera! Przestań! Nie lubię bólu!!
Jego szyderczy śmiech jeszcze bardziej mnie rozwścieczył.
„Nie lubisz? Haha… przepraszam Panią.”
Ulga.
I kolejny, jeszcze mocniejszy strzał.
Kurwa!!! Szarpnęłam się, próbując uciec.
– Co ty do cholery sobie wy… – nie dokończyłam.
Szarpnął mnie za włosy, trzymał mocno jedną ręką, odchylając moją głowę do tyłu. Stał za mną.
Drugą dłonią podciągnął spódniczkę, odsunął majtki i szukał… ciepła? Wilgoci?
Jego duża, ciepła dłoń rozchyliła płatki mojej cipki. Przesuwał palcami po łechtaczce… gorąco…
Poruszyłam biodrami – jeszcze… tak, jeszcze…
„Więc nie lubisz bólu??”
– Nie!
Poruszał palcami w mojej już rozgrzanej szparce.
„Jestem tu po to, żebyś polubiła. Będziesz o niego błagać.”
Mój głos pod wpływem pieszczot zaczął się łamać:
– Nie… nie ból… proszę…
Wsunął palce głęboko w pulsującą cipkę.
– Nie chcę bólu… nie lubię… chcę Ciebie…
Wdmuchnął mi słowa prosto w szyję i kark:
„Nie bój się. Otwórz umysł i ciało na to, czego nie znasz i nie rozumiesz… Zaufaj mi.”
Delikatny, czuły pocałunek w kącik ust… przez sekundę poczułam jego język – burza z piorunami!!!
Słodkimi muśnięciami zsuwał się niżej, dotarł do nabrzmiałych, falujących piersi…
Rozchylił bluzeczkę, tańczył językiem po sterczących sutkach…
Rozpływałam się. Jęk rozkoszy…
– Ból? Nie… nie chcę… chcę Ciebie… zdejmij mi opaskę, już wystarczy… – szeptałam.
„Nie. Opaska zostaje na swoim miejscu.
Chcesz więcej?? Haha… proszę bardzo!”
Ostry, piekący ból przeszył moje brodawki – jedną przygryzł zębami, drugą wykręcał palcami.
Do diabła!! To nie jest ból!! Zostaw!!
„Oczywiście, że to nie ból… to rozkosz, kochanie.”
Próbowałam się odsunąć, wyrwać… błąd! Boli jeszcze bardziej! Kurwa, nie wytrzymam tego!!
Nareszcie ulga… przestał. Całuje, liże bolące, brązowe sutki…
O Boże… nie jestem taka twarda. Rezygnuję z tej zabawy.
Podnoszę dłoń, żeby ściągnąć opaskę…
Przewidział to. Błyskawicznie rzucił mnie na łóżko, wykręcił ręce do tyłu i zerwał majtki. Związał mi nimi nadgarstki.
Leżę spokojnie. Boję się poruszyć, ale jednocześnie szaleje we mnie wściekłość.
Wstał. Słyszę, jak nalewa drinka.
„Chce ci się pić, mała?”
Jeszcze się pytasz?! Tak! Gardło mam zupełnie suche ze strachu!
Śmiech.
„Nie słyszę! Co powiedziałaś, kotku??”
– Daj mi kurwa pić!! I rozwiąż mnie!!
Usłyszałam najpierw świst przeszywający powietrze,
a po ułamku sekundy mój tyłek zapłonął żywym ogniem…
Skuliłam się z bólu. Łzy same popłynęły po twarzy…
Tym razem pasek.
– Proszę Panie… daj mi pić. Błagam.
Nachylił się nade mną. Strużka alkoholu popłynęła z jego ust prosto do moich…
Dupę też polał – miało złagodzić? Piecze jeszcze bardziej.
„Wstań.”
Z trudem, z jego pomocą, wstałam. Trzyma mnie mocno za ramię i gdzieś prowadzi.
Pewnie do łazienki.
W szpilkach, pończochach, przekręconym pasie, staniku, który nie zakrywa piersi… upokarzające.
Niestety – nie ma tak słodko.
Wyprowadził mnie na hotelowy korytarz!!!
– Do cholery, co robisz?! Zabierz mnie stąd!! Chcę do pokoju! Do „bólu”!
Znów ten szyderczy śmiech:
„Już go polubiłaś? Klękaj! Na kolana, suko!”
– Nie! Nie tutaj!
Szczęk paska szybko sprowadził mnie na kolana.
– Proszę, chcę wr… – nie dokończyłam.
W moich ustach znalazł się twardy, pulsujący kutas mojego „dręczyciela”.
„Ssij, suko! Tylko dobrze, bo inaczej… hahaha… taaak, grzeczna dziewczynka.”
Pracowałam językiem i ustami najlepiej, jak umiałam. Przytrzymywał swojego kutasa dłonią i pomagał mi…
Nagle usłyszeliśmy kroki na schodach. Zamarłam. Chciałam wstać.
Mocne, silne ramię przygniotło mnie z powrotem do podłogi.
„Zostaniesz tu za karę!”
Trzask zamykanych drzwi do jakiegoś pokoju i zbliżające się kroki…
autor: marusia32
© S3571 2025–2026
Zabrania się kopiowania, rozpowszechniania, publikowania oraz wykorzystywania tego opowiadania (w całości lub fragmentach) bez mojej wyraźnej zgody pisemnej.