Od dłuższego czasu zastanawiałem się, jaki prezent sprawić swojej żonie na jej 51. urodziny. Podczas intymnych chwil w trakcie zbliżenia opowiadałem jej fantazje o spotkaniu w klimacie Gang-Bang, w którym bralibyśmy udział my, oraz dwaj czarni mężczyźni i jeszcze jeden Egipcjanin, bardzo mocno obdarzony. Zauważyłem, że opowiadanie tej fikcyjnej historii wywołuje u niej potężne orgazmy i sprawia, że jest jeszcze bardziej podniecona. Wpadłem więc na pomysł, żeby wszystko to zrealizować i właśnie na jej urodziny podarować jej taki właśnie, niecodzienny prezent.
Jakiś czas temu, w świecie pełnym marzeń i nieograniczonych możliwości, postanowiłem, że nadszedł czas, aby moje wyobrażenia i fantazje mojej żony zamienić w rzeczywistość. Moja wizja była jasna – chciałem znaleźć wyjątkowe miejsce, które stanie się miejscem, gdzie spełnią się najskrytsze marzenia.
Moja przygoda zaczęła się od poszukiwań w internecie. Spędzałem godziny, przeszukując setki stron, analizując różne oferty. Szukałem apartamentu, który wyróżni się spośród innych – miał być nie tylko funkcjonalny, ale też niezwykły, pełen charakteru i uroku. Wiedziałem, że musi to być miejsce wyjątkowe, takie, które odzwierciedli mój styl i osobowość.
Wieczór był gorący, a ja, jak zwykle, zanurzyłem się w wir poszukiwań. Ze względu na to ze Egipcjan był naszym znajomym oraz wyraził gotowość udziału w realizacji fantazji musiałem znaleźć tylko ( w naszych realiach aż ) dwóch czarnoskórych mężczyzn. Przeglądałem internet, klikałem z nadzieją, że natrafię na coś, co ułatwi mi zadanie. W głowie kłębiły się obrazy, wyobrażenia, które próbowałem weryfikować, przeszukując różne strony. To było jak dwóch bohaterów z moich marzeń, których chciałem znaleźć na żywo, a nie tylko w wyobraźni. Czas płynął, a ja nadal nie mogłem się zdecydować, czy to, czego szukam, istnieje naprawdę, czy to tylko fragment mojej wyobraźni. W tym czasie internet stał się moim oknem na świat, próbując mi pomóc w odnalezieniu tego, czego tak naprawdę szukam.
Pewnego dnia, przeglądając internet, natknąłem się na profil czarnoskórego mężczyzny. Zaciekawiony, postanowiłem do niego napisać. Ku mojemu zaskoczeniu, na odzew nie musiałem długo czekać , gdyż bardzo szybko odpisał. Rozpoczęliśmy wymianę zdań, a rozmowa szybko zeszła na temat spotkania. Wymieniliśmy się szczegółami i ustaliliśmy, że chętnie się spotkamy. Ku mojemu jeszcze większemu zaskoczeniu, napisał mi, że ma czarnoskórego kolegę, który także chętnie dołączy do naszego spotkania. Tak więc, z niecierpliwością czekałem na ten dzień urodzin mojej żony, pełen ciekawości, jak potoczą się nasze plany i co przyniesie to niespodziewane spotkanie.
Po dłuższym poszukiwaniu ofert udało mi się w końcu znaleźć piękny, luksusowy apartament, który od razu przykuł moją uwagę. Przeglądałem różne opcje, porównując ceny i standard i lokalizacje aż wreszcie natrafiłem na ten wymarzony lokal – przestronny i elegancki. Byłem przekonany, że to idealne miejsce na nasze spotkanie.
Po dokonaniu wyboru apartamentu, skontaktowałem się z osobami, które miały wziąć udział w tym wydarzeniu. Ku mojej radości, wszyscy potwierdzili swoją chęć uczestnictwa, co sprawiło, że czułem się jeszcze pewniej i bardziej podekscytowany nadchodzącym spotkaniem.
Do urodzin mojej żony zostało już tylko pięć dni. To i dużo, i mało — każdy z nas zna to uczucie, kiedy z jednej strony czeka się na coś z niecierpliwością, a z drugiej obawia, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Większość z nas wie, jak wygląda umawianie się przez internet jak wygląda realność osób, rzeczywistość jest taka że często ci tzw realni znikają tuż przed godzina spotkania.
Po cichu liczyłem, że uda mi się zrealizować moją urodzinową niespodziankę. Chciałem, zaskoczyć swoja żonę, chciałem by mogła przeżyć coś co wcześniej było tylko w jej fantazji oraz byśmy mogli wspólnie z zaproszonymi osobami spędzić ten wyjątkowy wieczór i noc w pięknym otoczeniu, ciesząc się swoim towarzystwem i tworząc niezapomniane wspomnienia. Liczyłem, że wszystko się uda, i choć wiedziałem, że nie jest to łatwe, to coś podpowiadało mi, że będzie dobrze.
Zostało tylko kilka dni do jej urodzin, a mimo to czas zdawał się zwalniać. Każdy kolejny dzień wydłużał się niemiłosiernie, jakby sam czas chciał jeszcze bardziej przedłużyć to oczekiwanie. Wiedziałem, że muszę dobrze się przygotować, żeby moja żona była pozytywnie zaskoczona i żeby ta uroczystość miała naprawdę wyjątkową atmosferę.
Przede wszystkim musiałem zadbać o detale. Pojechałem do sklepu, żeby kupić baloniki z cyframi oznaczającymi jej wiek. Wybrałem klasyczny, elegancki kolor – złoty, żeby wszystko wyglądało z klasą. Do tego kupiłem coś do picia bez procentów, bo chciałem, żeby impreza trwała jak najdłużej, a jednocześnie, żeby była przyjemna i bezpieczna. Chciałem, żeby goście mogli się dobrze bawić, nie myśląc o ograniczeniach, ale też, żeby nie skończyło się to szybko gdyby alkohol zrobił gościom psikusa.
W głowie miałem jeszcze jeden pomysł – dla gości przygotowałem eleganckie muchy, które mieli założyć na swoje nagie ciała. Wiedziałem, że to doda odrobiny seksapilu i sprawi, że będą wyglądać zajebiście seksy i męsko. To miał być taki mały, stylowy dodatek – coś, co podkreśli charakter uroczystości i sprawi, że wszyscy będą czuli się wyjątkowo.
Im bardziej zbliżał się ten moment, tym bardziej odczuwałem, jak czas się dłuży. Każdy dzień, choć króciutki, wydawał się przeciągać w nieskończoność. Czułem, że wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, bo chciałem, żeby ten wieczór był idealny – pełen elegancji, dobrego humoru i seksu. I choć czas zdawał się nieubłaganie płynąć, ja byłem gotów na to, co miało nadejść, by moją żonę uroczyście zaskoczyć.
Dziś jest czwartek, a do soboty zostało już niewiele czasu. Czas ciągnie się w nieskończoność, a ja chciałbym, żeby już była sobota. Praca, dom, ta zwyczajna rutyna, ale gdzieś tam z tyłu głowy nie daje mi spokoju myśl, czy wszystko się uda. Wysłałem wiadomość do naszego znajomego Egipcjanina, żeby upewnić się, czy na pewno przyjdzie i czy nic mu nagle nie wpadnie. Odpowiedź nadeszła szybko – potwierdził, że będzie i żebym się nie martwił. Poprosił też, bym wysłał mu adres i napisał o której godzinie ma się zjawić. Ustaliliśmy, ze godzina o 21:30 będzie odpowiednia.
Potem napisałem do tego czarnoskórego, który wraz z kolegą obiecał się pojawić. Odpowiedzi jednak nie dostałem. No i tu zaczęły się rozmyślania: czy szukać rezerwowego, czy może nie ma co panikować? Szybko usiadłem do kompa, żeby przejrzeć różne profile, ale żaden nie wydał mi się odpowiedni.
Piątek zaczął się dobrze – dostałem odpowiedź, że dwaj czarnoskórzy nowi znajomi na pewno będą na miejscu. Poprosili tylko, żeby wysłać im dokładny adres i godzinę spotkania w sobotę. To mnie uspokoiło.
Po pracy wróciłem do domu i zacząłem spokojnie przygotowywać wszystko na następny dzień. Starałem się robić to tak, żeby nie stresować żony, która w sumie coś tam wiedziała o niespodziance i bardzo na nią czekała, ale jednak nie chciałem jej niepotrzebnie martwić.
Ciężko było mi zasnąć rozmyślając o przygotowaniach oraz tym co ma jutro nastąpić.
Nadszedł nowy dzień. Sobota. Urodziny mojej żony.
Rano zjedliśmy śniadanie, potem zaczęło się pakowanie.
Ona – z błyskiem w oku – wybierała swoje najbardziej seksowne ciuchy. Chciała wyglądać zabójczo i dawała mi to jasno do zrozumienia.
Ja pakowałem swoje rzeczy, czarna koszule, buty oraz sprzęt fotograficzny, tego wieczoru chciałem mieć jak najwięcej pięknych zdjęć.
Gdy już wszystko było gotowe, znieśliśmy torby do samochodu i ruszyliśmy w stronę Szczecina – do apartamentu, który zarezerwowałem dwa tygodnie wcześniej. Droga minęła nam na rozmowie o dzisiejszym wieczorze i o tej tajemniczej niespodziance, która na nią czekała.
Wiedziała, że coś się szykuje. Nie wiedziała tylko – kto będzie i jaki apartament wybrałem.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce i weszliśmy do apartamentu, oboje zaniemówiliśmy. Był dokładnie taki, jak sobie wyobrażaliśmy: wielka wanna na środku salonu, designerskie oświetlenie, ogromne łóżko, lustra w strategicznych miejscach… Idealna sceneria na to, co zaplanowaliśmy.
Wieczór zbliżał się wielkimi krokami.
Około 20:00 zerknąłem na portal, żeby napisać do naszego znajomego – czy już w drodze. I wtedy mnie zatkało.
Konto usunięte a tym samym zero możliwości kontaktu.
Wczoraj jeszcze pisał ze mną normalnie, zapewniał że będzie.
Zamarłem. On nigdy czegoś takiego nam nie robił. Zawsze był stuprocentowo pewny. Zawsze mogliśmy na niego liczyć.
Był naszym pewniakiem.
W głowie zaczęły mi się kotłować najczarniejsze scenariusze, ale wiedziałem jedno – nie mogę jej teraz tego powiedzieć, żeby nie zepsuć żonie urodzin. A miało być tak pięknie.
Uśmiechnąłem się, więc do niej, kiedy podeszła i zapytała co się dzieje ? powiedziałem spokojnie:
„Będziemy się świetnie bawić. Spokojnie.”.
Napisałem szybko na WhatsAppie do tych dwóch. Odpowiedzieli, że będą, tylko troszkę później – coś im wypadło ale są w drodze.
Zaczynałem się zastanawiać, czy w ogóle, ktokolwiek dzisiaj przyjdzie ? Czy to wszystko nie jest jedną wielką ściemą singli, którzy piszą i obiecują i w ostatniej chwili znikają.
Cóż nie było już odwrotu. Musiałem czekać i wierzyć że będzie dobrze, że się uda. Aby nie tracić czasu postanowiłem porobić żonie erotyczne zdjęcia.
Wyciągnąłem sprzęt i poprosiłem byśmy pobawili się trochę aparatem, by mieć na stare lata fajne pamiątki. Zaczęliśmy od zdjęć delikatnych, potem było już coraz odważniej. Zmieniała pozy, śmiała się, prowokowała spojrzeniem. Była piękna. I szczęśliwa.
To mi dawało siłę, żeby nie dać po sobie poznać lekkiej paniki, że spotkanie może się nie udać.
Nagle odezwał się mój telefon.
Wiadomość: „Jesteśmy na dole. Dwóch.”
Ulga zmieszana z lekkim stresem.
Przerwałem sesję, pocałowałem ją w czoło i powiedziałem:
„Muszę zejść otworzyć drzwi. Zaczyna się Twój wieczór.”.
Zszedłem na dół, tam zobaczyłem dwóch wysokich, dobrze zbudowanych facetów. Byli ubrani elegancko i uśmiechnięci, od razu wiedziałem – że wiedzą, po co przyjechali.
Przywitałem się z nimi i poszliśmy do apartamentu, w korytarzu szybko przeprali się, założyli czarne koszule, które mieli przygotowane. Gdy byli już gotowi weszliśmy do środka.
Stanęli w progu i zobaczyli moją żonę…
Zobaczyłem ten charakterystyczny błysk w ich oczach.
Ona spojrzała na nich, potem na mnie – szeroko otwartymi oczami.
„Mega… super” – wyszeptała z niedowierzaniem i uśmiechem, który mówił wszystko.
„A co z naszym znajomym?” – zapytała cicho.
„Usunął konto. Zero kontaktu” – odpowiedziałem szczerze.
Przez sekundę zrobiło jej się smutno. Ale zaraz potem spojrzała znowu na nich i zrozumiałem, że właśnie dostała prezent, o jakim nawet nie śmiała marzyć.
Usiedliśmy przy stoliku. Rozmawialiśmy. by się troszkę poznać i wytworzyć mila erotyczna atmosferę. Otworzyliśmy butelkę prawdziwego szampana, by wypić lampkę na rozluźnienie, wszystko było dobrze i zmierzało w dobrym kierunku. Widząc to wszystko już byłem spokojny.
Po jakimś czasie , by nie przedłużać powiedziałem:
„Idę pierwszy pod prysznic, odświeżę się.”
Zostawiłem ich we trójkę. Słyszałem rozmowę i śmiech, było dobrze, niepewność i stres zniknął. To był dobry znak.
Wróciłem owinięty ręcznikiem na biodrach.
Następnie Oni poszli do łazienki.
Zapytałem żonę szeptem:
„I jak?”
„Jestem w szoku… ale pozytywnym. Bardzo chcę, żeby to się stało. Chcę was wszystkich trzech tej nocy.”.
Gdy oni wyszli z łazienki – też tylko w ręcznikach – zobaczyłem, jak jej zielone oczy dosłownie zapłonęły. Te czarne, wyrzeźbione ciała…
Widziałem, że jest już cała w środku rozpalona.
W końcu przyszła kolej na nią.
Czekaliśmy na nią z niecierpliwością.
I nagle stanęła w drzwiach.
Czarna, seksowna obcisła krótka sukienka, która podkreślała jej kształty i te czarne szpilki Louboutin.
Włosy uczesane w koński ogon, makijaż podkreślający oczy.
Wyglądała jak milion dolarów !!!
W tle leciała muzyka.
Podszedłem do niej pierwszy, oni zaraz za mną.
Otoczyliśmy ją i w rytm muzyki delikatnie tańcząc zaczęliśmy naszymi ciałami owiniętymi w ręczniki, ocierać się o nią – nasze nagie torsy, ręce na jej biodrach, oddechy stały się coraz szybsze.
W pewnym momencie sama zaczęła ściągać nam ręczniki.
Jeden po drugim aż wszyscy zostaliśmy nago.
A potem uniosła ręce i dala znać – teraz nasza kolej, pozwolenie.
Rozbieraliśmy ją powoli, kawałek po kawałku, aż została tylko w bieliźnie i szpilkach.
I wtedy dopiero naprawdę zaczęło się jej urodzinowe szaleństwo.
© S3571 2025–2026
Zabrania się kopiowania, rozpowszechniania, publikowania oraz wykorzystywania tego opowiadania (w całości lub fragmentach) bez mojej wyraźnej zgody pisemnej.